[1]
2
3
NASTĘPNE
Już nie wiedzieliśmy co robić, czy śmiać się , czy płakać, czy szukać, czy tropić – wszystko zawiodło. Nasze pomysły, nasze metody, nasze marzenia – porażka. Koledzy opowiadali o zębaczach łowionych w Wiśle, w jeziorach mazurskich, na Kaszubach itd., ale dlaczego nam się nie trafiają?
Piotruś lansował koncepcję, która mówiła o naszym złym podejściu do tematu, braku wiadomości o akwenie, o zwyczajach ryb, o złym sprzęcie itd.. Prawie mu uwierzyłem. Z grzeczności nie przypomniałem mu o naszych wspólnych udanych wyprawach nad j. Gowidlino, nad Wisłę, nad Zalew Rybnicki i na tajemne, nasze łowiska Szwajcarii Kaszubskiej (przecież sam Piotrze mówiłeś, że tam szczupaki wiosła obgryzają)...
Ale chodziło nam o znalezienie nowych miejsc, bo dlaczego tylko w Polsce mamy wędkować - postanowiliśmy ty razem spróbować swych sił w Finlandii, konkretnie na Wyspach Okoniowych, a jeszcze konkretniej - tam, gdzie podobno wystarczy pusty hak do wody włożyć i wyjąć rybę...
Takie hasło, chodziło o... – Alandy. Słyszeliśmy o tamtejszych miejscówkach, kiwaliśmy głowami, podziwialiśmy...., ale nigdy nie wierzyliśmy. Tak..., bo wędkarz to poeta, to człowiek któremu ocena wielkości zdobyczy sprawia kłopot. Prawie zawsze opisuję rybę tak, jakby miał lupę w oczach – takie hobby i dobrze, bo legendy rosną i pozostaną. Dopiero zdjęcia, które zrobił nasz Kolega otworzyły nam oczy. Fotomontaż – OK, ale 100 zdjęć z fotomontażem – to musiała być prawda.
Internet, poszukiwania, wiara w sukces i..., mieliśmy namiary na naszą nową wyprawę. Nasz docelowy adres to Wyspy Alandzkie, okolice wyspy Bergo, gmina Finstrom.
to jeden z widoków, które tam zastaliśmy, więcej zobaczysz w dalszej części ...
Z góry nastawiliśmy się na spinning – szczupaki i okonie, ale przezorność kazała nam zabrać sprzęt na ryby spokojnego żeru (warto było). Wiedzieliśmy, że potrzebujemy wiele sztucznych przynęt, bo nie znamy łowisk, że nie znamy terenu, że jesteśmy obcy, że tylko miejscowi znają sekretne miejscówki. Pomimo tych wątpliwości – opowieści innych, obejrzane zdjęcia i nasze marzenia o sukcesie nie dały nam szans na rezygnację – jedziemy. Czy dokonaliśmy właściwego wyboru sami ocenicie czytając poniższy tekst.
Wyruszyliśmy promem Silesia z Gdańska ok. godziny 18.00. Trasa do Nynashamn zajmuje około 18 godzin. Ale nie jest to czas stracony;). Prom i jego zaplecze oferuje kilka atrakcji. Gdy pogoda na Bałtyku jest Ok. - to jest Ok, jest rejs – tyle powiem tym, którzy o chorobę morską pytają;) Poniżej zdjęcie z godziny 8.33 - pięknie, prawda - tylko dlaczego wielu pasażerów narzeka na ból głowy?;)
[1]
2
3
NASTĘPNE
|